Przed nami aż cztery loty na trasie do Indonezji i z powrotem, a podróż otwiera połączenie z Wiednia do Dżuddy nad Morzem Czerwonym. Poniższa mapa ilustruje całą naszą trasę - zarówno drogę tam, jak i powrotne połączenia:

loty saudia 2026

Lot 1: Wiedeń-Dżudda

Pierwszy etap podróży obsługiwał Airbus A320U. Choć ta wąskokadłubowa maszyna, standard na pokładzie od razu dał do zrozumienia, że nie lecimy tanią linią, bo z przodu znajdowały się saloniki klasy biznes.

a320

W klasie ekonomicznej wcale nie było gorzej - powitały nas miękkie i wygodne fotele ze skórzanym obiciem, a na każdym leżały poduszka i koc. W kieszeni poprzedzającego fotela, oprócz instrukcji bezpieczeństwa, znaleźliśmy papierową torebkę, butelkę wody mineralnej austriackiej marki Vöslauer - załadowanej jeszcze w Wiedniu.

Każdy fotel w klasie ekonomicznej wyposażono w duży dotykowy ekran systemu rozrywki pokładowej. Pod ekranem umieszczono port USB i podwójne gniazdo słuchawkowe, a pod siedzeniem - uniwersalne gniazdko elektryczne z dodatkowym portem USB, sygnalizujące gotowość do pracy zieloną diodą. Ładowanie sprzętu w trakcie lotu nie stanowiło więc żadnego problemu.

a320 wyposazenie

Zanim wystartowaliśmy, na ekranach - obok standardowej instrukcji bezpieczeństwa wyświetlono modlitwę podróżnych - dostępna była z napisami w języku angielskim i tłumaczem języka migowego w rogu ekranu. To pierwszy z wyraźnie saudyjskich akcentów na pokładzie, jak się okazało nie jedyny dostępny w każdym samolocie.

Na ekranie była też dostępna aplikacja „Makkah Pointer", która przez cały lot wskazywała kierunek i odległość do Mekki oraz wyświetla godziny modlitw dla aktualnej pozycji samolotu. Nawet jeśli nie korzystacie z niej zgodnie z przeznaczeniem, robi wrażenie jako ciekawostka technologiczna. Oczywiście nie zabrakło też klasycznej mapy lotu w czasie rzeczywistym, na której śledziliśmy trasę znad Austrii, przez Bałkany i Morze Śródziemne, wzdłuż Morza Czerwonego aż do Dżuddy.

ekrany

Fotele rozmieszczono w klasycznym dla A320 układzie 3-3. Miejsce na nogi było raczej przeciętnie - kolana niebezpiecznie zbliżały się do oparcia poprzedzającego fotela, więc wyższym pasażerom polecamy rozważyć rzędy przy wyjściach awaryjnych.

a320 nogi

Mimo że to „tylko" lot średniodystansowy, otrzymaliśmy pełnowymiarowy ciepły posiłek. Na tacy wylądował aromatyczny ryż z mięsem w stylu kabsy - narodowego dania Arabii Saudyjskiej - a do tego kasza bulgur z warzywami, pszenna bułka, czekoladowe ciasto oraz sok pomarańczowy i woda. Porcja solidna i smaczna. Pamiętajcie tylko, że Saudia to linia w pełni bezalkoholowa - na pokładzie nie zamówicie ani piwa, ani wina, niezależnie od klasy podróży.

a320 posilek

Do Dżuddy dolecieliśmy już po zmroku, około godziny 22:00 czasu lokalnego - a przed nami, jeszcze tej samej nocy był kolejny - dużo dłuższy odcinek do pokonania.

Lot 2: Dżudda-Dżakarta

Z Dżuddy do Dżakarty zabrał nas prawdziwy gigant - Boeing 777-300ER, flagowy szerokokadłubowiec Saudii, który przez blisko dziewięć godzin miał być naszym domem - głównie nad Oceanem Indyjskim.

b777 instrukcja

Mieliśmy sporo szczęścia przy odprawie, bo przydzielono nam miejsca w pierwszym rzędzie klasy ekonomicznej, tuż za ścianką działową. Co to oznacza w praktyce? Przestrzeń na nogi, o jakiej w zwykłym rzędzie można tylko pomarzyć - nawet przy pełnym wyprostowaniu nie sięgaliśmy stopami ściany. Na nocny, długi lot, to opcja idealna.

b777 nogi

Minusem tej lokalizacji są ekrany systemu rozrywki wysuwane na ramieniu, niemal spod fotela. Tak samo dwuczęściowy stolik, który ukryty jest w podłokietniku. Naklejki na ścianie przypominają, że na czas kołowania, startu i lądowania monitor trzeba schować i zablokować. Do dyspozycji mieliśmy też pilota wbudowanego - uwaga, w bok podłokietnika, co powodowało często włączenie go przy zmianie pozycji siedzącej.

Na każdym fotelu tradycyjnie czekały poduszka i koc, a kabinę podświetlono nastrojowym fioletowym oświetleniem LED. Ekonomia w układzie 3-3-3 wypełniła się głównie pasażerami lecącymi z pielgrzymki, ale nam udało się podróżować w naprawdę komfortowych warunkach.

Saudyjski akcent znaleźliśmy także w… toalecie. Oprócz standardowych kosmetyków na półeczce stały firmowe buteleczki Saudi: żel do rąk oraz perfumy produkowane specjalnie dla linii lotniczych. Miły dodatek, którego nie powstydziłaby się niejedna klasa biznes.

W trakcie nocnej części lotu serwis nie zwalniał tempa. Na początek otrzymaliśmy ciepłą przekąskę - pieczoną w kamiennym piecu mini-pizzę z mozzarellą, pomidorami i sosem bazyliowym - na opakowaniu podkreślono, że to produkt halal, do kompletu podano sok i gorącą herbatę w firmowym kubku. Idealne „coś na ząb" przed snem.

b777 jedzenie

Nad ranem, jeszcze przed podejściem do lądowania, podano pełne śniadanie. Główne danie stanowiła szakszuka lub ziemniaczanym puree z warzywnym kotlecikiem. Tacę uzupełniły świeży jogurt, miseczka owoców, bułka z masłem i truskawkowym dżemem oraz dodatkowo herbata i woda. 

System rozrywki pokładowej działał bez zarzutu - na mapie lotu obserwowaliśmy, jak po przecięciu Oceanu Indyjskiego samolot schodzi do lądowania nad Jawą. Do Dżakarty dotarliśmy przed południem czasu lokalnego, wypoczęci na tyle, na ile pozwala nocny przelot w klasie ekonomicznej - czyli, jak na te warunki, całkiem nieźle.

b777 fotele noc

Przerwa na Indonezję

W końcu dotarliśmy do stolicy Indonezji. Dżakarta była dla nas jednak dopiero początkiem przygody przez Jawę, gdzie niemal każdy dzień kończył się innym widokiem. Finał wyprawy zaplanowaliśmy klasycznie, ale nie bez powodu - ostatni tydzień spędziliśmy na Bali, ładując baterie przed drogą powrotną, a przy okazji porównaliśmy ją ze stanem sprzed 11 lat, gdy odwiedziliśmy ją w 2015 roku. 

bromo kanion

To “ładowanie baterii” nie do końca się udało, ale o tym opowiadamy w relacjach z podróży - znajdziecie je na naszej stronie wikingiwilkolak.pl i kanale YouTube.

https://www.youtube.com/@wikingiwilkolak

Lot 3: Dżakarta-Dżudda

Czas na drogę powrotną. Wylecieliśmy późnym popołudniem - ponownie na pokładzie samolotu Boeing 777-300ER. Przed nami ponownie było blisko dziesięć godzin lotu nad Oceanem Indyjskim.

b777

Kabina szybko wypełniła się zorganizowanymi grupami indonezyjskich pielgrzymów w jednakowych strojach, zmierzającymi do Mekki - to zresztą chleb powszedni na tej trasie i spory kawałek biznesu Saudii. 

b777 pielgrzymka

Mimo pełnego samolotu, ponownie dopisało nam szczęście: znów wylądowaliśmy w pierwszym rzędzie za ścianką, z przestrzenią na nogi, ale tym razem w innym odcinku sektorowym samolotu. Najważniejsze, że nie trzeba nam było nic więcej.

Oprócz standardowej poduszki i koca, każdy pasażer otrzymał firmową kosmetyczkę Saudii - tak, również w klasie ekonomicznej! Co prawda nie był to taki wypas, jak w samolotach Etihad - w strunowej saszetce znaleźliśmy opaskę na oczy, zatyczki do uszu, skarpetki oraz szczoteczkę z pastą do zębów - dodatek, który u większości przewoźników zarezerwowany jest dla klasy biznes, a na nocnym locie robi ogromną różnicę.

b777 dodatki

Jeszcze przed startem obsługa przeszła przez kabinę z powitalnym poczęstunkiem w iście saudyjskim stylu, czyli arabskiej kawy będącej mieszanką ziół, z daktylami i małą czekoladką. Drobiazg, a od razu buduje klimat podróży na Bliski Wschód.

Kolację przygotował indonezyjski catering, co zdradziła saszetka ostrego sosu sambal. Podczas lotu mogliśmy wybrać w najbardziej wypasionych zestawach, jakie w całym przelocie były dostępne na pokładach samolotów. Do wyboru były - aromatyczny żółty ryż z chrupiącymi kawałkami kurczaka i smażoną cebulką oraz kurczak w sosie z warzywami. Całość uzupełniła surówka colesław, czekoladowy deser oraz bułka z masełkiem. Pikantny sambal w połączeniu z ryżem okazał się całkiem dobrym wyborem.

W tym rzędzie ponownie mieliśmy do dyspozycji ekrany wysuwane spod siedzenia, a pilot do systemu rozrywki tradycyjnie był obijany udami przy każdym ruchu, co powodowało, że włączał się sygnał przywoływania obsługi. Poradziliśmy sobie z nim w ten sposób, że po prostu wyciągnęliśmy go z podłokietnika i powiesiliśmy pod fotelem.

b777 wyposazenie

Do Dżuddy dolecieliśmy późnym wieczorem czasu lokalnego. Przed nami była już ostatnia przesiadka i finałowy lot do Europy, ale zanim weszliśmy na pokład kolejnego samolotu, musieliśmy spędzić dziesięć godzin na lotnisku. 

arrival

Welcome Lounge - salonik dla frajerów

W drodze powrotnej Dżudda przywitała nas ponownie - tym razem jednak czekało nas prawdziwe wyzwanie: lądowanie z Dżakarty późnym wieczorem i wylot do Wiednia dopiero rano, czyli około dziesięciu godzin nocnej przesiadki. Idealna okazja, żeby sprawdzić, jak Terminal 1 radzi sobie w roli noclegowni.

korytarz wiking

Nocą lotnisko wyraźnie zwalnia tempo - hale pustoszeją, a rzędy foteli przy bramkach zamieniają się w prowizoryczne łóżka. Nie byliśmy w tym osamotnieni: obok nas noc na ławkach spędzały całe grupy podróżnych. 

Za to infrastruktura do ładowania sprzętów robi tu robotę jak mało gdzie. Oprócz opisywanych już słupków z gniazdkami i portami USB, przy części miejsc do siedzenia znaleźliśmy listwy z uniwersalnymi gniazdami oraz portami USB-A i USB-C, a nawet - uwaga - wbudowane w blaty ładowarki indukcyjne. Wystarczy położyć telefon i patrzeć, jak procenty lecą w górę. Nocną przesiadkę przetrwacie bez potrzeby używania powerbanka.

prad

Sprawdziliśmy też opcję „premium": salonik Wellcome Lounge, ulokowany na antresoli nad strefą gastronomiczną. Formalnie działa całodobowo, ale uwaga na oficjalną politykę: pobyt ograniczony jest do maksymalnie trzech godzin przed wylotem, więc na dłuższą nocną przesiadkę i tak nie zaszyjecie się tu na całą noc. Wstęp kupicie od około 38 dolarów - i tu zaczyna się problem. Niski próg wejścia sprawia, że salonik bywa oblegany i pęka w szwach, a oferta, delikatnie mówiąc, nie nadąża za tłumem. Zamiast bufetu z prawdziwego zdarzenia zastaliśmy bardzo skromne przekąski - oficjalnie salonik oferuje zresztą tylko „lekkie przekąski i napoje", i nocą były problemy z ich uzupełnieniem. 

lounge welcome

Werdykt? Ławka przy bramce z ładowarką indukcyjną wypada naprawdę konkurencyjnie.

Prawdziwa nagroda za nieprzespaną noc przyszła jednak o świcie. Przez przeszklone ściany terminala obserwowaliśmy wschód słońca nad płytą postojową - a jest na co patrzeć. Nad lotniskiem góruje charakterystyczna, licząca ponad 130 metrów wieża kontroli lotów, jedna z najwyższych na świecie, a w oddali widać nadal budowanego pretendenta do roli najwyższego budynku świata - Jeddah Tower. 

jeddah tower

Dla fanów spotterki poranek w Dżuddzie to istna uczta: obok siebie parkowały samoloty różnych przewoźników, również ogromne Airbusy A380.

Dżudda okazała się jednym z najprzyjemniejszych portów przesiadkowych, jakie ostatnio testowaliśmy - nowoczesny budynek, czytelne znakowanie, fajne dla oka podświetlenia ledowe. Szerszy opis lotnisk oraz praktyczne poradniki znajdziecie na stronie wikingiwilkolak.pl oraz w formie wideo na naszym kanale YouTube.

https://wikingiwilkolak.pl/poradnik/lotnisko-jeddah-king-abdulaziz

Lot 4: Dżudda-Wiedeń

Finał naszej podróży okazał się prawdziwą wisienką na torcie. Ostatni odcinek, z Dżuddy do Wiednia, obsłużył Airbus A321XLR - najnowszy model, luksusowego Airbusa, o ekstremalnie wydłużonym zasięgu. Saudia jest jednym z pierwszych użytkowników tego typu, a różnicę widać, czuć i słychać od wejścia na pokład.

a321xlr

Kabina zaprojektowana w stylu Airspace robi piorunujące wrażenie. Nastrojowe, fioletowo-różowe oświetlenie, zaokrąglone panele okien, ogromne półki bagażowe i fotele z eleganckim wykończeniem - to wnętrze wygląda bardziej jak scenografia z filmu science-fiction niż klasyczna ekonomia. Nawet panele nad głową z indywidualnymi nawiewami dostały podświetlenie.

a321 kabina

System rozrywki to kolejny skok jakościowy. Duże, błyskawicznie reagujące ekrany dotykowe zamontowano w każdym fotelu - a w pierwszym rzędzie aż trzy sztuki wiszą na ściance działowej. Biblioteka filmów zawiera nawet całe uniwersum Marvela. Instrukcję bezpieczeństwa ponownie wyświetlono z tłumaczem języka migowego. Pod ekranem znajdował się port USB do ładowania, a wersja papierowa instrukcji - z dumnym napisem „Airbus A321XLR" - czekała w kieszeni.

a321 filmy

Genialnym detalem okazał się stolik ze specjalną szczeliną, w której można postawić smartfon lub tablet pod idealnym kątem do oglądania. Drobiazg, który pokazuje, jak bardzo przemyślano tę kabinę pod współczesnego pasażera. Miejsca na nogi było - jak na standardową ekonomię w wąskim kadłubie - zaskakująco dużo i kolana nie dotykały oparcia.

a321 tacka telefon

Nawet toaleta utrzymana jest tam w nowoczesnym stylu - szczególnie podobał nam się ażurowy panel z arabskim wzorem i eleganckie, ciemne wykończenia. W ekonomii takie rzeczy widuje się rzadko.

Mimo krótkiego lotu, otrzymaliśmy ciepły posiłek - do wyboru były aromatyczny ryż z kurczakiem oraz warzywne curry. Ponadto w zestawie były sałatka, ciasto z kruszonką, bułka z masłem Lurpak, ciastko i pełny serwis napojów. Saudia do samego końca utrzymała poziom.

a321 posilek

Podsumowanie

Po wylądowaniu w Wiedniu mogliśmy podsumować całą przygodę. Cztery loty i trzy różne maszyny, gdzie szczególnie ostatni samolot wyjątkowo nam się podobał. Trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach: Saudia to linia całkowicie bezalkoholowa, a przesiadki w Dżuddzie wypadają najczęściej w środku nocy, więc nawet możliwość bezpłatnego wyjścia do miasta może się nie sprawdzić. 

https://wikingiwilkolak.pl/poradnik/lotnisko-wieden