Prawdopodobnie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie za około 15 zł zjecie posiłek przygotowany według receptury przekazywanej z pokolenia na pokolenie, w tej samej budce, w której od trzech dekad stołują się sąsiedzi.
Singapur to kulinarny tygiel, w którym na powierzchni zaledwie 2,5 raza większej od Warszawy spotykają się smaki Chin, Indii, Malezji, świata arabskiego i Wietnamu.
Ten przewodnik powstał na bazie wielu naszych wizyt w Singapurze, podczas których testowaliśmy wszystko, co wpadło nam do miseczki. Odkryjemy przed wami konkretne lokale i zaułki, o których rzadko usłyszycie w mainstreamowych mediach. Dzięki naszym wskazówkom na pewno nie pogubicie się w tym fascynującym labiryncie smaków.

Dlaczego warto jeść lokalnie w Singapurze?
Prawdopodobnie nie raz jedliście potrawy inspirowane Wschodem w polskich restauracjach, więc możecie się zastanawiać: po co ryzykować jedzenie na drugim końcu świata? Odpowiedź jest prosta - to, co znacie z kraju, zazwyczaj drastycznie różni się od oryginału.
Jeśli chcecie poznać autentyczne smaki - najlepiej zrobić to u samego źródła. Kluczem zwykle są lokalne przyprawy - to one, a nie marketowe zamienniki, budują głębię, której nie da się podrobić. Detale sprawiają, że każda podróż kulinarna staje się niezapomnianym przeżyciem.

Kuchnia indyjska i indyjsko-muzułmańska
Kuchnia indyjska w Singapurze reprezentowana jest w trzech wariantach: północnoindyjskim, południowoindyjskim oraz indyjsko-muzułmańskim. Ten ostatni to fascynująca fuzja smaków Indii i Malezji, gdzie wszystkie potrawy są oczywiście halal.
Jeśli chcecie poczuć autentyczny klimat tej kultury, powinniście skierować swoje kroki do Little India - serca hinduskiej dzielnicy. Skromny posiłek składający się z placków prata z dwoma aromatycznymi sosami wystarczył, by bez pamięci zakochać się w tej okolicy.

Prawdopodobnie wracalibyśmy tam codziennie, gdyby nie uroki Geylang. Podczas ostatniej wyprawy odwiedziliśmy kilka restauracji różnej klasy, gdzie mogliśmy wybierać między bogatymi wegetariańskimi zestawami a sycącym mięsnym biryani.
Jeśli nie będziecie pewni, co zamówić, pomocne okaże się numerowane menu ze zdjęciami - gdzie wystarczy pokazać palcem nazwę, a kelner załatwi całą resztę. W tym miejscu właściwie wszystko będzie wam smakować, ponieważ potrawy są proste i zazwyczaj niezbyt pikantne.
Co obowiązkowo trzeba zamówić w Little India? Masala dosa - wielki, chrupiący naleśnik nadziewany aromatycznymi ziemniakami z curry, podawany w towarzystwie trzech różnych sosów.

Już samo obserwowanie kucharza, który sprawnym ruchem rozlewa ciasto na rozgrzanej blasze i obraca placek jednym gestem łopatki, to kulinarne widowisko, którego nie możecie przegapić.

Ceny wybranych zestawów:
- Wegetariańskie zestawy ryżowe: 5,00-7,00 SGD (ok. 14,50-20,00 zł)
- Mięsne biryani: 6,00-7,00 SGD (ok. 17,00-20,00 zł)
- Masala dosa: 3,30 SGD (ok. 9,50 zł)
Geylang - hotele i jedzenie 24/7
Niegdyś owiana złą sławą dzielnica czerwonych latarni - dziś Geylang - to jedno z najlepszych miejsc w Singapurze, jeśli szukacie jedzenia dostępnego do późnej nocy.

Polecamy restaurację Al-Bidayah - indyjsko-muzułmańska enklawa działa 24 godziny na dobę, więc można tam zajrzeć nawet tuż przed snem. Najważniejszym punktem programu są tu placki prata - płaskie chleby z przaśnego ciasta, smażone na wielkiej blasze. Lista dostępnych wariantów jest tak długa, że mimo wielu wizyt nie będziecie w stanie spróbować nawet ułamka z nich. Ceny zaczynają się od symbolicznego dolara, a najdroższe pozycje to już niemal dania premium z solidnym dodatkiem mięsa. Do każdego placka dodawane są przynajmniej dwa losowo dobrane sosy, choć obsługa zazwyczaj dba o to, byście zawsze mieli pod ręką przynajmniej jedną łagodniejszą opcję.

Polecamy też zamówić tradycyjny Nasi Goreng - klasyczny smażony ryż serwowany z jajkiem sadzonym, świeżym ogórkiem i naprawdę ognistym ketchupem chili - pozycja obowiązkowa dla fanów wyrazistych smaków.
Ceny wybranych zestawów:
- Zestawy placków z 2 sosami: 1,00-8,50 SGD (ok. 3,00-24,50 zł) - najdroższe z baraniną
- Roti John: 6,00-8,00 SGD (ok. 17,00-23,00 zł) - najdroższe z baraniną i serem
- Tikka Masala: 6,00 SGD (ok. 17,00 zł)
- Nasi Goreng: 8,00 SGD (ok. 23,00 zł)
Na tej samej ulicy odkryliśmy Geylang Food Corner - restaurację halal, która serwuje dania aż trzech różnych kuchni: indyjsko-muzułmańskiej, tajskiej oraz malajskiej. Jeśli tam zajrzycie, powinniście spróbować ich placków, które my zamawialiśmy niemal codziennie. Możecie wybrać wersję wytrawną z jajkiem lub serem, albo skusić się na opcje owocowe - z jabłkiem, bananem czy truskawkami (to właśnie im placki zawdzięczają swój charakterystyczny, czerwony kolor). Pamiętajcie, że do każdej porcji otrzymacie minimum dwa sosy, w których zgodnie z lokalnym zwyczajem należy maczać oderwane kawałki ciasta.

Gdybyście chcieli nieco wzbogacić swój posiłek, warto dobrać do placków inne dania. My szczególnie polecamy curry z baraniny - gęste, ciemne i niezwykle aromatyczne, serwowane w uroczej mini patelni. To połączenie z chrupiącą pratą smakuje po prostu idealnie.
Ceny wybranych zestawów:
- Zestawy Paper Thosai z sosami: 2,00-6,80 SGD (ok. 5,70-19,50 zł) - najdroższe z kurczakiem
- Zestawy Prata z sosami: 2,00-9,00 SGD (ok. 5,70-25,50 zł) - premium z baraniną
- Mutton Curry (Curry z baraniny): 5,00 SGD (ok. 14,50 zł)
Atmosfera takich jadłodajni może odstraszać, bo znajdziecie tu laminowane stoły bez obrusów, plastikowe krzesełka i otwartą na ulicę kuchnię, w której hinduscy kucharze obracają placki na wielkich blachach - ale to całkowicie bezpieczne środowisko. Przy tych samych stolikach spotkacie ludzi w eleganckich garniturach, którzy wpadli tu po drodze z biura. W tym kulinarnym tyglu wszyscy są równi i wszyscy jedzą z tych samych metalowych tacek.

Chinatown, Maxwell i kuchnia hongkońska
Chinatown to kolebka miasta, w której zaczęła się jego portowo-handlowa historia, gdzie znajdziecie mnóstwo drogich restauracji skrojonych pod turystów, to jednak prawdziwa magia dzieje się w niewielkich, krytych halach. To tzw. hawker centres - dziesiątki niezależnych straganów serwujących pełnowartościowe dania za kilka dolarów. Jeśli słyszeliście o singapurskim street foodzie, powinniście wiedzieć, że to rozwiązanie z lat 70 stało się tak kultowe, że wpisano je na listę UNESCO jako niematerialne dziedzictwo kulturowe.

Maxwell Food Centre to nasz absolutny numer jeden w Chinatown, a być może i w całym Singapurze. Mieści się tu kilkadziesiąt straganów, z których każdy specjalizuje się w zaledwie jednym lub kilku daniach, dopracowywanych przez całe pokolenia. Jeśli szukacie kulinarnej perfekcji, to właśnie tutaj powinniście jej szukać.
Jak to działa w praktyce? Najpierw powinniście znaleźć wolny stolik i zarezerwować zostawiając na nim na przykład paczkę chusteczek. Potem ruszacie do wybranego straganu, by zamówić i zapłacić za posiłek - pamiętajcie, że najczęściej przyjmowana jest gotówka. Przy stoisku dostaniecie numerek lub od razu gotowy talerz, a po skończonej uczcie koniecznie odnieście tackę do oznaczonego punktu zwrotu - pozostawienie tacki po sobie może skutkować nałożeniem kary pieniężnej!

Podczas wizyt daliśmy się ponieść fantazji. Na tackach lądowały chińskie pierożki z gorącym bulionem. Sztuka ich jedzenia polega na delikatnym nadgryzieniu ciasta i wypiciu wywaru, zanim zdąży oparzyć podniebienie.
Skusiliśmy się też na ręcznie robione kulki rybne w bulionie, jednak szczerze mówiąc, to akurat danie nie zrobiło na nas większego wrażenia, za to pierożki z wieprzowiną w stylu syczuańskim to zupełnie inna bajka. Diabelnie aromatyczne, z mocną nutą prażonego pieprzu, kolendrą i chrupiącą cebulką.

Na koniec spróbowaliśmy tradycyjnego curry, przypominającego te znane ze Sri Lanki - kopiec ryżu w otoczeniu kolorowych, intensywnych sosów to kompozycja, której po prostu trzeba skosztować.

Co zjedliśmy w Chinatown?
- Pierożki z gorącym bulionem (8 sztuk): 5,00-6,00 SGD (ok. 14,50-17,00 zł)
- Kulki rybne w bulionie: 4,50-5,50 SGD (ok. 13,00-15,50 zł)
- Pierożki z wieprzowiną: 5,80 SGD (ok. 16,50 zł)
- Wege Curry: 5,00 SGD (ok. 14,50 zł)
Na szybką przekąskę zatrzymaliśmy się w jednej z chińskich jadłodajni, na którą natknęliśmy się podczas przemierzania miasta. Zanim jeszcze dostrzegliśmy nazwę Yi Qian Hong Kong Cafe, wiedzieliśmy już, że mamy do czynienia z jedyną w swoim rodzaju kuchnią dawnej brytyjskiej kolonii. Zdjęcia na ścianach zdradzały znajomy schemat: miska makaronu z dwoma dodatkami. Mimo że kelnerka nie mówiła po angielsku, a my nie znaliśmy ani słowa po chińsku, nie mieliśmy najmniejszych problemów z porozumieniem się. Obrazkowe menu oraz fakt, że znaliśmy już tutejszy system zamawiania, załatwiły sprawę - więcej o tym piszemy niżej.

Zdecydowaliśmy się na absolutną klasykę z karty: zupę z makaronem, jajkiem sadzonym i kiełbaską oraz drugie danie - delikatne pierożki z krewetkami gotowane na parze, serwowane w aromatycznym sosie sojowym. To proste połączenie, którego koniecznie powinniście spróbować, będąc w Singapurze.
Co zjedliśmy w Yi Qian Hong Kong Cafe:
- Noodle with sausages and egg: 7,80 SGD (ok. 22,00 zł)
- Steamed crystal shrimp dumplings: 6,00 SGD (ok. 17,00 zł)
Zasady zamawiania w chińskich restauracjach
W centrach ze straganami sprawa jest prosta: jedzenie zamawia się „z obrazków”. Oferta jest przejrzysta i zrozumiała dla każdego, nawet jeśli nie władacie lokalnymi językami. Powinniście jednak wiedzieć, że w typowo chińskich restauracjach zasady gry bywają nieco inne niż w przypadku klasycznego menu.
Jeśli obsługa wręczy wam kartkę z tabelką i długopisem, przygotujcie się na samodzielne komponowanie zamówienia. W takim systemie każdy wiersz odpowiada konkretnemu daniu lub jego elementowi, a my musimy przy nim zapisać pożądaną liczbę sztuk, najczęściej parzystą.

Prawdziwe wyzwanie zaczyna się jednak wtedy, gdy cała tabelka opisana jest wyłącznie po chińsku - wtedy można oddać sprawę w ręce losu i liczyć na to, że trafimy na coś bez kości. Zaryzykowaliśmy tak za pierwszym razem i w ten sposób na nasz stół wjechał ostry kurczak, którego mięso serwowano w formie drobno posiekanych kawałków z kostkami i zamiast sycącego posiłku, otrzymaliśmy raczej lekcję cierpliwości.
Kuchnia malajska i halal
Kuchnia malajska to fundament Singapuru, ale trzeba przygotować się na ostre i słodko-słone smaki, w których dominuje mleko kokosowe, soczewica oraz aromatyczna pasta krewetkowa.
Co warto spróbować w ciemno? Koniecznie Mee Goreng - smażony makaron z warzywami, serwowany z obowiązkowym dodatkiem chrupiących chipsów krewetkowych. Nie możecie też pominąć Satay, czyli popularnych w całej Azji szaszłyków grillowanych na tradycyjnym węglu, które podaje się z obłędnym sosem orzechowym.

Prawdziwym zawodnikiem wagi ciężkiej jest jednak Nasi Lemak - ryż gotowany w mleku kokosowym, serwowany w towarzystwie pikantnego sambalu, smażonego kurczaka lub jajka oraz prażonych orzeszków. W niektórych wersjach można trafić nawet na suszone rybki, które nadają całości unikalnego charakteru.
Więcej o kulisach kuchni malezyjskiej opowiadamy w jednym z naszych poprzednich materiałów - link do niego znajdziecie pod tekstem.
- Mee Goreng: 4,00-7,00 SGD (ok. 11,50-20,00 zł)
- Satay (za sztukę): 0,80-1,00 SGD (ok. 2,30-2,85 zł)
- Nasi Lemak: 4,00-8,00 SGD (ok. 11,50-23,00 zł)
Kuchnia arabska w Kampong Glam i Arab Street
Dzielnica Kampong Glam to historyczna malajsko-arabska enklawa, którą po prostu powinniście odwiedzić, jeśli szukacie klimatu bliskowschodniego bazaru w sercu Azji. Nad całą okolicą dominuje majestatyczny Meczet Sułtański, a wzdłuż Arab Street ciągną się sklepy z dywanami oraz restauracje serwujące dania libańskie, jordańskie, syryjskie, a nawet tureckie.

W 2019 roku trafiliśmy tu na shoarmę z baraniną i frytkami - podaną w prostym, fast-foodowym stylu, ale z absolutnie magicznym widokiem na meczet. Posiłek warto popić mocną arabską kawą lub orzeźwiającą mrożoną herbatą. Jeśli chcecie osłodzić sobie wieczór, powinniście wiedzieć, że przy odrobinie sprytu i targowania lody na deser możecie dostać zupełnie w gratisie.
- Zestaw shoarma: 8,00-12,00 SGD (ok. 23,00-34,00 zł)
Na kulinarną ucztę polecamy wybrać się wieczorem, gdy dzielnica nabiera niesamowitego blasku, jednak jeśli zależy Wam na idealnych zdjęciach, powinniście zaplanować spacer jeszcze przed zachodem słońca.

Kuchnia wietnamska
Choć typowe „Vietnamtown” w Singapurze nie istnieje, to wzdłuż Geylang Road od kilku lat systematycznie przybywa wietnamskich knajpek. Postanowiliśmy sprawdzić, jak smakuje tutejsze pho i trafiliśmy do Hen Ho Quan - niewielkiej, rodzinnej knajpki prowadzonej przez migrantów z północy Wietnamu, która znajdowała się tuż obok naszego hotelu.

Phở z wołowiną zaserwowano nam w bardzo klasyczny sposób. Druga z zamówionych zup bazowała na bardzo podobnym, aromatycznym wywarze, ale podano ją z wołowymi kulkami i świeżymi warzywami. Niestety, zamiast osobnego talerza z dodatkami, do stolika podjechał jedynie wózek z zestawem przypraw.

Największe zaskoczenie czekało nas jednak przy napojach - zamówiliśmy herbaty, ale wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, gdy podano je w… wielkich kuflach do piwa, i to z logo duńskiego browaru. To właśnie takie nieoczywiste detale sprawiają, że eksplorowanie bocznych uliczek Singapuru ma swój niepowtarzalny urok.
Co zjedliśmy w Hen Ho Quan:
- Phở Việt Nam (klasyczny phở wołowy): 9,90 SGD (ok. 28,00 zł)
- Súp bò viên (zupa z kuleczkami wołowymi): 9,90 SGD (ok. 28,00 zł)
Owoce z ulicznych targów
Powinniście również rozejrzeć się za świeżymi owocami na ulicznych targach. Zamiast kupować je w pełnym słońcu w centrum miasta, najlepiej zajrzyjcie tam wieczorem. To właśnie wtedy sprzedawcy zaczynają przeceniać przygotowane wcześniej tacki, oferując świetne okazje - możecie trafić na jeden box za 3 SGD, dwa za 5 SGD lub nawet trzy za 7 SGD. Taka porcja egzotycznych witamin to idealny sposób na wieczorną ochłodę po upalnym dniu. Jeśli chcecie zaoszczędzić i zjeść najlepiej, powinniście polować właśnie na te wieczorne okazje.

Najlepsze napoje na upał
A co do picia? Na stoiskach z napojami czeka prawdziwy zawrót głowy - możecie wybierać spośród świeżo wyciskanych soków, szejków, różnorodnych herbat, a nawet spróbować soku z trzciny cukrowej, który jest naturalną bombą elektrolitową.
Jeśli chcecie poczuć się jak lokalni mieszkańcy, powinniście zamówić Teh Tarik - słynną mleczną herbatę z pianką, powstającą podczas widowiskowego „przelewania” napoju z naczynia do naczynia.
Na tropikalny upał idealna będzie Teh O Limau - orzeźwiająca czarna herbata z dodatkiem całej limonki, a jeśli szukacie czegoś, co najlepiej gasi pragnienie w tym klimacie, waszym numerem jeden powinien być świeży kokos.

Pamiętajcie, że w Singapurze wybór odpowiedniego napoju jest równie ważny, co samo jedzenie, więc nie bójcie się eksperymentować z nowymi smakami.
- Sok z trzciny cukrowej: 2,00-3,00 SGD (ok. 5,70-8,50 zł)
- Elektrolity w butelce 0,5l: 2,00-2,50 SGD (ok. 5,70-7,00 zł)
- Teh Tarik: 1,30-1,80 SGD (ok. 3,70-5,10 zł)
- Teh O Limau: 1,40 SGD (ok. 4,00 zł)
- Świeży kokos: 3,00-5,00 SGD (ok. 8,50-14,50 zł)
Praktyczne wskazówki dla podróżnika
W Singapurze walutą jest dolar singapurski, którego nie powinniście mylić z amerykańskim - to zupełnie inny przelicznik. Ceny na straganach najprościej przeliczać w pamięci, przyjmując kurs 3 zł za 1 dolara, choć jeśli chcecie być bardziej precyzyjni, warto wiedzieć, że realnie oscyluje on w granicach 2,85 zł.

Jeśli chodzi o jedzenie, powinniście unikać typowo turystycznych restauracji, na przykład w okolicach Marina Bay czy przy Orchard Road. Bardzo łatwo tam przepłacić, wydając 30-40 dolarów za posiłek, który w lokalnym hawker centre kosztowałby zaledwie 6 dolarów. Co więcej, w tych prestiżowych lokalizacjach jakość dań bywa przeciętna, ponieważ są one nastawione głównie na zysk z nieświadomych przyjezdnych.
Warto też, abyście wiedzieli, co oznacza wszechobecne określenie halal. Słowo to pochodzi z języka arabskiego i w islamie oznacza wszystko, co jest dozwolone i zgodne z prawem szariatu. Współcześnie termin ten odnosi się przede wszystkim do zasad żywieniowych. Ponieważ muzułmańscy Malajowie oraz Hindusi stanowią znaczną część populacji Singapuru, lokale z jedzeniem halal są tu standardem - najłatwiej rozpoznacie je po charakterystycznej zielonej naklejce wydawanej przez organizację MUIS.

I jeszcze jedna ważna rzecz - możecie zetknąć się z sytuacją, w której ludzie będą jeść posiłki palcami - to całkowicie naturalne w kulturze hinduskiej czy pakistańskiej. W pozostałych restauracjach najczęściej będziecie musieli jeść pałeczkami i może się zdarzyć, że w tradycyjnym lokalu nie da się ich wymienić na sztućce, ale gdy będzie możliwa podmiana - najprawdopodobniej będzie to zestaw składający się z widelca i łyżki. Noży przeważnie się tu nie podaje, ponieważ miejscowi wychodzą z założenia, że równie dobrze można kroić brzegiem łyżki.
Smacznego, albo jak mówią w Singapurze - selamat makan!





