W obu miejscach można jeść codziennie coś innego, a mimo to nie zrujnować budżetu.
W malezyjskiej kuchni ścierają się smaki z całego regionu Azji Wschodniej i Południowej, ale właśnie z tego powodu, podróżując po Langkawi i Penang nie da się przejść obojętnie obok ulicznych stoisk i food courtów. Sprawdziliśmy to na własnej skórze i podniebieniu!
Oto nasz autorski przewodnik po tym, co jedliśmy, ile zapłaciliśmy i gdzie warto zajrzeć.

Śniadania - najważniejszy posiłek dnia
Dzień w Malezji najlepiej rozpocząć od lokalnej kawy albo lekkiego dania ryżowego czy makaronowego.
Na Langkawi z braku sensownych alternatyw, częstym wyborem była sieć OldTown White Coffee - bo ich specjalnością jest kremowa biała kawa za ok. 10 zł. Do kawy zamówiliśmy kanapkę z jajkiem i klasyczne tosty. Zestawy kosztowały 45 zł.

Zamówienia w OldTown składa się na karteczkach, zaznaczając ilość i rodzaj dań ołówkiem - system jest prosty i sprawny. Warto zajrzeć tam w porze obiadowej, bo w menu jest wiele pysznych dań - np. makaron z kiełbaską i jajkiem za 17 zł, albo Curry Mee za 18 zł.

Nie obyło się też bez słodkich akcentów we francuskiej naleśnikarni, gdzie spróbowaliśmy klasyka - naleśników z bananem i nutellą (15 zł). Idealne śniadanie w turystycznym klimacie, a przygotowane przez prawdziwego francuza, smakowało po prostu pysznie.

W pakistańskiej knajpce przy plaży Cenang dzień zaczynał się od prostych, ale sycących śniadań: placki naan z zielonym sosem miętowo-kolendrowym i zawijane wrapy z warzywami i mięsem - w sumie zapłaciliśmy ok. 45 zł.

Obiady i kolacje na Langkawi
Na Langkawi kuchnia Indii i Pakistanu spotykają się z malezyjskim street foodem, dlatego zaraz po zameldowaniu w hotelu udaliśmy się na poszukiwania restauracji wzdłuż głównej ulicy Cenang.
Zadanie nie było proste, ale w końcu trafiliśmy do India Palace, w którym spróbowaliśmy placków naan z cebulą (6 zł), wegetariańską samosę (10 zł), a jako danie główne Wojtek wybrał tak bardzo lubiane, mocno przyprawione curry z kurczakiem.
Do tego oczywiście ryż basmati, sosy i chlebek - zestaw w cenie ok. 30 zł.

Czarę goryczy przelała - dosłownie - zupa kremowa z kurczakiem, która prawdopodobnie pochodziła z rozrobionego wodą proszku (10 zł).
Generalnie potraktujcie to jako ostrzeżenie, niż polecajkę. Trzeba też wspomnieć, że po dachu obok biegał szczur, jakby przygotowany by skosztować to, co po sobie zostawimy…
Wieczorem następnego dnia, zdecydowaliśmy się zjeść na plaży, gdzie po krótkim rozpoznaniu wybraliśmy restaurację pakistańską - poważnie, tak się nazywała. Lokal działa do późnych godzin nocnych, serwuje głównie kuchnię pakistańską, w tym opcje wegetariańskie i mięsne. Ceny w menu są przystępne, w przedziale 5-10-15 zł.

Ponownie zamówiliśmy placki naan, a do tego zawijane tortille z kurczakiem i warzywami w cenie ok. 10 zł sztuka, ponadto soki ze świeżych owoców.
Uczta z zachodem słońca w tle - to był zdecydowanie najbardziej klimatyczny posiłek na tej wyspie, a wszystko za 40 zł.

Ostatniego dnia odwiedziliśmy plażę ponownie. Zjedliśmy pyszny lunch w restauracji Beach Cove.
Spróbowaliśmy Char Kway Teow - smażonego makaronu z chili i warzywami (ok. 15 zł), smażonego ryżu w stylu nasi goreng z ziołami i mięsem (12 zł) oraz zupę z warzywami i kurczakiem (12 zł). Z napojami wyszło ok. 60 zł.

Wychodzi na to, że w Cenang najlepsze restauracje można znaleźć wyłącznie przy plaży.
Food courty i street food na Penang
Przenosimy się na Penang - kulinarnej stolicy Malezji, gdzie najlepiej smakują dania prosto z ulicy lub z food courtów.
Ceny zaczynają się często od 5 zł, a hale ze stoiskami można znaleźć co kilkanaście kroków. Podczas pobytu jadaliśmy głównie w takich miejscach, nie wydając na kilkudaniowy obiad więcej niż 20 zł.

Jak to działa? Po wejściu do hali szukamy stoiska z naszą ulubioną kuchnią - w naszym przypadku było naprawdę trudno, bo lista dań, które chcieliśmy spróbować była bardzo długa.
Szczególnie interesowały nas dania kuchni malajskiej i wietnamskiej:
- makaron w bulionie Pan Mee, podawany z kurczakiem i warzywami (10 zł),
- chińska zupa z kulkami rybnymi (7 zł), która od dawna chodziła za nami, ale smak tej potrawy kompletnie nie przypadł nam do gustu,
- wietnamska zupa Pho to legenda, którą tutaj również musieliśmy spróbować (14 zł),
- z Wietnamu pochodzi też zupa Pho Bo, podawana z płaskim makaronem, kawałkami wołowiny i ziołami (14 zł),
- sajgonki warzywne - czyli prawdziwe spring rolls, które od tradycyjnych różnią się tym, że zawijane są w papier ryżowy i podawane na zimno (2 szt. za 5 zł),
- Bak Kut Teh - ziołowa zupa z żeberkami wieprzowymi (16 zł),
- Satay, czyli klasyka grillowanych szaszłyków, podane z pikantnym sosem orzechowym (12 zł).

A te malezyjskie dania, po które tu przylecieliśmy znaleźliśmy właśnie w food courtach:
- Nasi Lemak - narodowe danie Malezji - ryż gotowany w mleku kokosowym, podawany z różnorodnymi dodatkami, sambalem, orzeszkami ziemnymi, jajkiem na twardo i plasterkami ogórka (najtaniej za 5 zł),
- Asam laksa - słynna pikantna i kwaśna zupa z makaronem, na bazie ryby i tamaryndowca. Charakteryzuje ją kwaskowy smak - bardzo przypomina kapuśniak (7 zł),
- Hokkien Mee - klasyczne malajskie danie z żółtym makaronem, owocami morza, mięsem i intensywnym sosem (8 zł). Bardzo pikantne i prawdopodobnie nie trafi w gusta większości, ale polecamy spróbować choć raz,
- Nasi Goreng, czyli klasyka zarówno w Malezji jak i Indonezji. To smażony ryż z kurczakiem i warzywami - podany w formie kupki ryżu (12 zł),
- Dla przekładających makaron ponad ryż, jest również wersja Mee Goreng w podobnej cenie.

W food courtach znajdziecie również dania bliższe naszej lokalizacji, jak np. pizzę, burgery czy kebaby!
Dobrą pizzę zjedliśmy w dedykowanym hawkerze w cenie od 16 do 23 zł - w zależności od rozmiaru krążka. A pokaźne burgery można było zamówić w cenie od 6 do 12 zł.

Obiady na Penang
Choć najczęściej stołowaliśmy się w food courtach, odwiedziliśmy kilka restauracji, o których trzeba wspomnieć:
Restauracja ParaThai wyróżnia się sposobem obsługi - całe zamówienie można złożyć przez smartfona i w ten sam sposób opłacić rachunek, jednak dania na stół przynosi tradycyjny kelner. Zamówiliśmy tajskie sajgonki oraz kremowe, aromatyczne zielone curry z kurczakiem. Do picia wybraliśmy orzeźwiający sok z arbuza i nietypową lemoniadę o smaku śliwki, doskonale gaszącą ogień pikantnych potraw. Za całość zapłaciliśmy 68 zł.

Kuchnia malezyjska sama w sobie jest już pewnym „fusion”, ale mieszanie tych dań z europejskim menu to już niezła jazda bez trzymanki.
Aby to sprawdzić zajrzeliśmy do niepozornej Lagenda House & Cafe w centrum Georgetown, w której serwują również dania obiadowe. Zamówiliśmy Nasi Goreng Bujang Lapok - popisowe podanie smażonego ryżu z sadzonym jajkiem, szaszłykami, sambalem i prażynkami (20 zł) oraz Creamy Massaman Chicken Curry - makaron spaghetti w aromatycznym sosie z kawałkami bakłażana i chrupiącymi orzechami (26 zł).

Oba miejsca gorąco polecamy.
Desery i słodkie akcenty
Malezja to raj dla łasuchów. Naleśniki jedliśmy wcześniej na śniadanie, a na Penang zaczęliśmy z grubej rury w tłusty czwartek - bo akurat wypadał podczas naszego urlopu.
Tego dnia odwiedziliśmy J.Co Donuts & Coffee. W promocji były wielopaki, dlatego zamówiliśmy po dwa na głowę. Smakowały pysznie, więc sieciówkę polecamy, bo dostaniecie tam również kawy i herbaty.
Za 4 pączki i dwie kawy zapłaciliśmy 35 zł.

W Khing Cafe można spróbować kreatywnych deserów nawet w nocy. Szczególną popularnością cieszą się naleśnikowe torty, dostępne w różnych wariantach. Poza tym można tu zjeść także obiad i przekąski.
Za wieczorny poczęstunek zapłaciliśmy 70 zł.

Ile kosztuje jedzenie w Malezji?
Po wizycie w Tajlandii myśleliśmy, że już nigdzie nie zjemy tak dobrej kuchni azjatyckiej, a jednak stołowanie się w Malezji dostarcza wrażeń na bardzo podobnym poziomie, do tego nie obciążą budżetu.
Zdecydowanie najdroższe są kawy i słodycze, natomiast mięsno-warzywne dania można jeść w ogromnych ilościach i nawet nie odczuć tego w portfelu.
Kulinarne doświadczenia są tu częścią podróży, tak samo ważną jak odkrywanie świątyń czy wypoczynek na plaży.

