Dżakarta, Yogyakarta, Bromo. Trzy regiony, dwa tygodnie, kilkadziesiąt potraw - a Indonezja ma siedemnaście tysięcy wysp i kilkanaście rdzennych kuchni. Próba streszczenia kulinarnego krajobrazu Jawy jest niemożliwa, nawet gdybyśmy zostali tam przez rok. Dlatego zamiast wielkiej narracji pt. "kuchnia Indonezji" proponujemy uporządkowany przewodnik po tym, co wylądowało na naszym stole.
Kuchnia Jawy to fascynujący kulinarny miks, którego smaki dają się łatwo podzielić na trzy przenikające się warstwy. Fundamentem jest warstwa rdzennie jawajska, bazująca na ryżu, słodkim sosie sojowym i ostrych pastach sambal. To stąd pochodzą kultowe klasyki, jak Mie Goreng czy pieczony kurczak Ayam Bakar, często podawane tradycyjnie na liściach bananowca. Drugi filar stanowi kuchnia chińsko-indonezyjska, ukształtowana przez osadników przybywających na wyspę w przeszłości - to im Jawa zawdzięcza wszechobecne dziś makarony i pierożki. Ostatnim, najsubtelniejszym akcentem są holenderskie ślady kolonialne. Wpływ ten zauważycie przede wszystkim w kulturze pieczywa, nawykach restauracyjnych oraz w hotelowych śniadaniach, gdzie obok lokalnych przysmaków lądują croissanty, sery i sałatki.

Zanim przejdziemy do konkretów, zapamiętajcie trzy rzeczy, które zaskoczyły nas najbardziej. Po pierwsze: filozofia samodzielnego komponowania smaku. Większości dań nie dostaje się "gotowych" - to wy dodajecie sambal lub wyciskacie limonkę. Po drugie: halal jest tu normą, a nie wyjątkiem. Indonezja jest najludniejszym krajem muzułmańskim świata, więc nawet bekon w śniadaniach kontynentalnych zastąpiony jest innym dodatkiem. Po trzecie: klimat dzieli wyspę na pół. Niziny Dżakarty i Yogi to tropik z palmami, ryżem i egzotycznymi owocami, a górskie wyżyny są chłodne - i tam królują znajome nam warzywa, a kuchnia jest bardziej "alpejska" niż "jawajska".
A teraz konkrety.
Zupy na początek
Soto to nie tyle zupa, co instytucja - jedliśmy je w różnych wersjach i każda była inna. Klarowny, lekko żółty od kurkumy bulion drobiowy ze szklanym makaronem, szarpanym kurczakiem, jajkiem na twardo i mnóstwem świeżej kolendry. Na wierzchu ćwiartka limonki, którą wyciska się tuż przed jedzeniem. Charakterystyczne dla Jawy jest podawanie ryżu osobno - sami decydujecie, czy dodacie go do zupy, czy jecie na zmianę.

Wersji jest tyle, ile restauracji, choć wydało nam się, że górskie przygotowanie w okolicach Bromo daje nieco gęstszy i bogatszy wywar, co ma sens, bo gdy nocą temperatura spada do 5°C, gorąca, sycąca zupa staje się koniecznością. Średnia cena nie powinna przekraczać 35 000 rupii indyjskich, czyli ok. 7 zł, ale na pewno można znaleźć taniej.
Soto Ayam Kudus - wersja minimalistyczna z Bu Lani
Jeśli lubicie łączyć zakupy z dobrym jedzeniem, to koniecznie musicie odwiedzić centrum handlowe Mangga Dua. Na ostatnim piętrze znajduje się food court, a tam restauracja Bu Lani, gdzie zjedliśmy ciekawą alternatywę tej zupy - Soto Ayam Kudus. Robi się ją z mięsa bawolego, z szacunku do społeczności hinduskiej zamieszkałej w Kudusie obok muzułmanów, a wśród dodatków znajduje się m.in. pomidor, szalotka, szczypiorek, a na oddzielnym talerzu ryż i limonka.

36 000 IDR za zestaw soto z wodą i ryżem (ok. 7,50 zł). Bu Lani, Dżakarta
Rawon - czarny bulion wołowy z fermentowanego orzecha
Rawon to klasyk wschodniej Jawy, choć my trafiliśmy na niego właśnie w Dżakarcie. Najbardziej charakterystyczny element to niemal czarny kolor bulionu. Bierze się on z orzechów keluak - tak samo jak jego głęboki smak. W misce znajdują się prawdziwe kawałki wołowiny, dlatego zupa jest droższa niż typowe soto ayam. Inne dodatki to pomidor, marchewka, szalotka ze szczypiorem, a obok ryż, sambal i limonka.

50 000 IDR (ok. 11 zł). Food court w Kelapa Gading, Dżakarta
Sop Sayur - polski akcent w Indonezji
Sop Sayur to po prostu kwaśna zupa - jednocześnie jedno z wielu zaskoczeń podróży. W skład zupy wchodzą warzywa: marchew, kapusta, fasola i ziemniaki. Całość wygląda i smakuje jak polska zupa jarzynowa, jedyną różnicą jest dodanie kolendry, szalotki i… suszonych krewetek. Dla Europejczyka to déjà vu w azjatyckim opakowaniu. Dla natywnych mieszkańców wysokogórskich rejonów Bromo - Tenggerów, to babcina, codzienna zupa rozgrzewająca po zimnym poranku na roli.

30 000 IDR (ok. 6,30 zł). Kusuma Kitchen, Cemoro Lawang
Lekka zupa warzywno-drobiowa w Solarii
Podobną zupę znaleźliśmy w sieciówce Solaria. Tym razem to zupa warzywno-drobiowa, podawana z marchewką, pomidorem, kalafiorem i kawałkami kurczaka. Lekka, czysta, świetnie balansuje tłuste dania główne, a co ważniejsze idealnie pasuje do naszego podniebienia.

55 000 DR (ok. 12 zł). Solaria (sieć ogólnokrajowa)
Najbardziej znaną indonezyjską zupą na bazie tamaryndowca jest Sayur Asem, gdzie “asem” oznacza po prostu “kwaśne” - to nawiązanie do smaku nadawanego przez ten owoc. Zupa rzadko stanowi samodzielne danie, a częściej służy jako uzupełnienie cięższych potraw. Idealnie komponuje się z gorącym ryżem, smażonym kurczakiem, rybą oraz pikantną pastą chili.

40 000 DR (8,40 zł). Solaria (sieć ogólnokrajowa)
Drugie danie - ryż i makarony
Smażone potrawy to filary indonezyjskiej kuchni, gdzie dominują nasi goreng (smażony ryż) oraz mie goreng (smażony makaron). Dania te próbowaliśmy w tak wielu miejscach i wersjach, że nie damy rady przytoczyć wszystkiego. Oto kilka najciekawszych, od hotelowej wersji śniadaniowej przez sieciówki po autentyczne dania z warungów.
Nasi Goreng okrzyknięte przez CNN "narodowym daniem Indonezji" jest idealne dla osób, które dopiero poznają kuchnię Indonezji. Najprostszą wersję dostaliśmy już na śniadanie pierwszego poranka w Dżakarcie. Danie przygotowano z odrobiną sambalu i smaku dostosowanym do podniebienia turysty. Z kolei w Solarii zamówiliśmy chyba najlepiej oddające klasykę - Nasi Goreng Special, z kurczakiem, papryką oraz jajkiem wymieszanym w ryżu i dodatkowym sadzonym na wierzchu.

40 000 IDR (8,40 zł). Solaria (sieć ogólnokrajowa)
Nieco inne danie zjedliśmy w Kusuma Kitchen w Cemoro Lawang. Special Fried Rice, podany na liściu bananowca, do złudzenia przypominał klasyczne Nasi Goreng, tylko tym razem dodano kawałek kurczaka i ogromny krupuk, czyli krakers krewetkowy. Pikantność w tym daniu była zauważalna, ale nie obezwładniająca.

35 000 IDR (7,30 zł). Kusuma Kitchen
W restauracji Ta Wan w Yogyakarcie zamówiliśmy Mie Goreng Ayam oraz Mie Goreng Ulang Tahun, czyli "urodzinowy makaron" z ciekawym dodatkiem.
Mie Goreng Ayam to danie składające się z kilku elementów: makaronu z wmieszanym jajkiem, kiełków fasoli mung, cebuli dymki i kawałków kurczaka. Nie było tu dodatków w postaci ogórka czy jajka sadzonego na górze, ale kawałki kurczaka były spore.

40 000 IDR (8,40 zł). Ta Wan (sieć ogólnokrajowa)
Z kolei urodzinowe Mie Goreng zainteresowało nas czerwonymi jajkami przepiórczymi, bo jak się później okazało, w chińskiej kulturze czerwony to kolor szczęścia, a nitki makaronu są długie, bo mają symbolizować długie życie.

48 000 IDR (10 zł). Ta Wan (sieć ogólnokrajowa)
Najciekawszy etnograficznie i najbliższy oryginałowi był jednak Mie Goreng podane w restauracji Pawon Serampun w Yogyakarcie, bo wyróżniał go orzech świecowy i suszone krewetki. Na wierzchu znajdował się szarpany kurczak, szalotka i świeża kolendra, a z boku warzywa i obowiązkowo krupuk, czyli popularne chrupki krewetkowe.

43 000 IDR (ok. 9,50 zł). Pawon Serampun
W końcu docieramy do Kwetiau Goreng - tym razem z płaskim ryżowym makaronem, który przywędrował do Indonezji wraz z chińskimi migrantami. „Kwetiau” oznacza szerokie, płaskie wstążki ryżowe, a „goreng” to po indonezyjsku „smażony”. Potrawa ma słodko-wytrawny smak, a jej kluczowym składnikiem jest słodki sos sojowy, który nadaje makaronowi charakterystyczny ciemny kolor.

43 000 IDR (ok. 9,50 zł). Ta Wan (sieć ogólnokrajowa)
Dodatki do drugiego dania
Trzeba trochę przyspieszyć, bo mamy jeszcze sporo dań do pokazania.
Sapo Tahu Ayam: to chińsko-indonezyjska potrawa duszona w gęstym, lekko galaretowatym sosie, z kawałkami kurczaka, warzywami oraz smażonym tofu. Na pierwszy rzut oka przypomina zupę, ale nią nie jest. Do dania można zamówić oddzielnie podany ryż.

41 000 IDR (8,60 zł), Ta Wan (sieć ogólnokrajowa)
Capcay to po prostu talerz warzyw - kapusta pekińska, kalafior, marchew, kawałki kurczaka, tofu i pulpetów bakso. Bogaty, mokry, lekki - idealny "warzywny balans" do tłustych dań.

Capcay: 35 000 IDR (7,30 zł). Kusuma Kitchen, Cemoro Lawang
Lalapan to wschodniojawajski styl podawania smażonego lub grillowanego kurczaka z ryżem, warzywami oraz sambalem. Zamówiliśmy dwa warianty tego dania:
Lalapan Ayam Goreng - kawałek kurczaka w bardzo chrupiącej, złocistej panierce. Dodatkiem jest tu zestaw warzyw łagodzących ostrość chili: ogórek, pomidor oraz poszatkowana biała kapusta.

Z kolei Lalapan Ayam Bakar to kurczak marynowany z czosnkiem, galangalem i kurkumą, a następnie grillowany nad węglem. Charakterystyczne są ciemne, lekko zwęglone brzegi i lepki, słodko-pikantny smak. Oba podawane są z sambalem i ryżem, na liściu bananowca.

Po 50 000 IDR (10,50 zł) za każde danie. Kusuma Kitchen, Cemoro Lawang
Pangsit Rebus - indonezyjska wersja chińskich pierożków, składająca się z delikatnego, cienkiego ciasta z mąki pszennej, wypełnionego soczystym farszem (zwykle z mielonego mięsa lub krewetek), które po ugotowaniu podaje się w gorącym, aromatycznym bulionie lub z dodatkiem pikantnych sosów. W Indonezji stanowią częsty dodatek do popularnych dań z makaronem.

22 000 DR (ok. 4,50 zł). Solaria (sieć ogólnokrajowa)
Śniadania
Śniadanie hotelowe w Indonezji to dla Europejczyka ciekawe doświadczenie - zamiast jajecznicy z bekonem dostaniemy pełnoprawny obiad o ósmej rano. Klasyczny przekrój tego, co Jawajczyk je codziennie, zobaczyliśmy już w pierwszym hotelu w Dżakarcie.

Dla gości, którzy rano nie mają siły mierzyć się z makaronem, hotele nieposiadające otwartego bufetu serwują zestawy kontynentalne lub angielskie, w których znajdziemy znajome tosty, omlet, kiełbaski i warzywa - ale bez bekonu i fasolki - bo musi być halal. Wszędzie będzie oczywiście dostępna kawa, herbata lub soki ze świeżych owoców.

Przystawki i dodatki
W Indonezji "przystawka" jest pojęciem płynnym. Niektóre z poniższych pozycji zamawia się jako dania dodatkowe do głównego, a inne mogą być pełnoprawnym daniem na ulicznym straganie lub street foodem. Najciekawsze, które znaleźliśmy po drodze to:
Smażony maniok - absolutny klasyk jawajskiego street foodu. Maniok gotuje się na miękko i smaży na głębokim oleju, aż na zewnątrz zrobi się chrupiący. Smakuje jak skrzyżowanie frytek z gotowanym ziemniakiem. Podaje się go z sambalem albo po prostu z solą.

19 000 IDR (4 zł). Pawon Serumpun, Yogyakarta
Sakiewki z mięsem Chikado to pierożki nadziewane mielonym drobiem przypominające chińskie dim sum, tylko tutaj są dodatkowo smażone i podawane z gęstym słodko-kwaśnym sosem.

20 000 IDR (4,20 zł). Solaria (sieć ogólnokrajowa)
Kuo Tie Goreng to klasyczne chińskie pierogi, smażone i podawane z ciemnym sosem sojowym z dodatkiem octu.

20 000 IDR (4,20 zł). Ta Wan (sieć ogólnokrajowa)
Special Dumpling - to danie, któremu będzie najbliżej do klasycznego dim sum. Gotowane pierożki podawane są w wariancie krewetkowym lub grzybowym.

25 000 IDR (5,20 zł). Kusuma Kitchen, Cemoro Lawang
Klasyka Azji, czyli Sate Ayam - znane z Tajlandii i Malezji grillowane kawałki kurczaka przypominające szaszłyki. Podawane obowiązkowo z sosem orzechowym.
35 000 IDR (7,30 zł). Kusuma Kitchen, Cemoro Lawang
Napoje
Indonezja ma własną kulturę picia - kawową, herbacianą i ziołową - która jest tak rozbudowana, że ledwo daliśmy radę spróbować tych najważniejszych napojów. Yogyakarta to jedno z lepszych miast w Indonezji do picia kawy. Studencki charakter miasta oraz bliskość plantacji na zboczach wulkanu Merapi sprawiły, że w ostatniej dekadzie wyrosło tu całkiem niezłe środowisko specjalistycznych kawiarni.
Koniecznie spróbujcie Kopi Tubruk - sproszkowanej palonej kawy, którą zalewa się wrzątkiem w szklance i czeka, aż fusy - przypominające błoto - opadną. To najtańsza i najbardziej jawajska forma picia kawy - zapewne dostaniecie ją do śniadania.
17 000 IDR (3,50 zł) za filiżankę
Podróżując w okolicach Yogyakarty trafiliśmy na plantację kawy luwak. Te futrzane zwierzęta tak naprawdę nazywają się łaskunem palmowym i znane są z udziału w produkcji najdroższej kawy świata. Mechanizm produkcji jest taki: zwierzak zjada dojrzałe wiśnie kawowca, ziarna przechodzą przez jego układ trawienny, gdzie enzymy fermentują białka i wydalane są w odchodach. Potem są czyszczone, prażone - i kawa gotowa. Na rynku europejskim kilogram kawy może kosztować nawet 1000 zł! Smak jest mniej gorzki niż zwykła czarna, z dodatkowymi nutami orzecha i karmelu.

25 000 IDR (5,20 zł) za filiżankę
Od ponad dekady w Indonezji obserwujemy eksplozję kultury k-pop, która objawia się szeroko w telewizji oraz w kulturze picia kawy, herbaty i napojów mlecznych. W tym elu odwiedziliśmy J.CO Donuts & Coffee - indonezyjską sieciówkę z logo do złudzenia przypominającym Starbucksa. W menu znaleźliśmy herbaciane Matcha Latte. To nie tylko słynna matcha, ale bardzo popularna w Azji słodka wariacja lekko ziołowego napoju w kultowym logo z koroną.

39 000 IDR (8,20 zł) za szklankę
Herbata to osobny dział menu - koniecznie poszukajcie Teh Madu Goji Berry & Lemon - gorącej herbaty z miodem, suszonymi jagodami goji i plastrami cytryny. Jagody pęcznieją i miękną, a cytryna dodaje świeżości, dlatego z każdą dolewką smak może być nieco inny.

49 000 IDR (ok. 10 zł) za dzbanek
Wedang Sereh to jawajski napój ziołowy z trawą cytrynową. Do szklanki wrzuca się rozgnieciony pęd trawy cytrynowej, kawałek imbiru lub palmowy cukier, po czym zalewa wrzątkiem i czeka kilka minut. Cytrusowo-ziołowy aromat to dokładnie to, czego potrzebujecie w chłodne wieczory na Bromo.

25 000 IDR (5,20 zł) za szklankę
A na koniec polecamy herbatę jaśminową, która jest tu tak samo popularna jak w Chinach. Smakuje dokładnie tak samo, a kosztuje ok. 4 zł za filiżankę.
Po kilku dniach jedzenia sambalu, prędzej czy później dopadnie Was "wewnętrzny żar". Na to jest właśnie Alang Sari Cool - kultowy indonezyjski napój - smakuje jak słodka, ziołowa lemoniada, a w rzeczywistości pomaga ulżyć przełykowi i jelitom.
7 000 IDR (ok. 1,50 zł) za butelkę
Desery i smakołyki
Słodycze są w Indonezji wstydliwie i pomijane w przewodnikach, a szkoda - bo to bardzo charakterystyczna kategoria. W naszej podróży mieliśmy okazję przetestować różne smakołyki określane mianem “kue”. To określenie na ogólną kategorię małych słodkich i słonych przekąsek, najczęściej z kleistego ryżu, gotowanych na parze lub w liściu bananowca. Przekąski mogą być lepkie, galaretowate i dla wielu trudne do polubienia, ale koniecznie polecamy spróbować.
Klepon - małe zielone kuleczki z mąki ryżowej w startym kokosie. W środku jest płynny palmowy cukier. Podczas rozgryzania cukier eksploduje w ustach, dlatego trzeba gryźć dużymi kęsami.
Ketan to kulka kleistego białego ryżu z brązową, prażoną posypką na górze, podana na kawałku liścia bananowca. Konsystencja ryżu jest lepka, ale ziarna są wyraźnie wyczuwalne.
Kue Talam Ubi Ungu - przekąska z fioletowego słodkiego ziemniaka, wyciśnięta w charakterystyczny "wir". W smaku kremowa, lekko ziemista słodycz batata przełamana jest serową nutą.
Smakołyki są tak tanie, że nie będziemy podawać do każdego ceny - po prostu delektujcie się!

Owoce tropikalne
Indonezja to królestwo owoców, których w Polsce nigdy nie zobaczycie. Dwa najciekawsze z nich to czerwony owoc smoka i małe banany.
Pitaja to egzotyczny kaktus, którego owoce są jadalne. Najlepiej przeciąć go na pół i łyżeczką wybrać różowy miąższ z drobnymi nasionkami. Smakuje jak połączenie kiwi z gruszką i wodnistym arbuzem, ale uważajcie, bo barwi wszystko na intensywnie różowy kolor!

Widzieliście kiedyś takie małe banany? Ich miąższ ma bardziej intensywny smak niż te znane z naszego rynku, dodatkowo daje się wyczuć lekką waniliowo-różaną nutę. Trzy banany to chyba maks, jaki udało nam się zjeść podczas jednego śniadania.

Street food i klimat warungów
Niektóre rzeczy najlepiej oddać przez klimat, nie przez talerz, dlatego odwiedziliśmy sporo ulicznych restauracji, tzw. warungów, a Yogyakarta to absolutny raj taniego jedzenia. Poza przeważającą liczbą straganów z przekąskami, zdecydowaliśmy się na nieco inne menu.

Pecel Bakmi to niezwykła mieszanka warzyw, mięsa i makaronu. W sumie każdy zestaw może się różnić od kolejnego, bo zawartość zależy od zasobności baru. Kluczowe jest tu pakowanie wszystkiego do papierowej torebki, w której mogą znaleźć się różne dodatki, a na dole dwa rodzaje makaronu. Całość skrapia się dobrze znanym sosem orzechowym, a potem miesza na poczekaniu - posiłek kosztuje zaledwie 8000 rupii indonezyjskich, czyli ok. 1,50 zł.

Jeśli łakniecie nietypowych smaków to koniecznie spróbujcie lodowych deserów Rujak Es Krim. Pod lodami z kokosowego mleka znajdziecie warzywa, sos z tamaryndowca i chili. Tak, tak - lody z chili. Polecamy spróbować choć raz, ale mieszajcie z umiarem, bo strasznie pali w język. Deser kosztuje zaledwie 10 000 rupii indonezyjskich, czyli ok. 2 zł za porcję.

I jeszcze jedna ciekawostka, albo w zasadzie ostrzeżenie - w Yogyakarcie znajdziecie na mapie market Kotagede, który rzekomo jest czynny całą dobę, gdzie można spróbować całej Jawy w jednym miejscu. Niestety nam się nie udało. Pojechaliśmy tam po godzinie 18:00 i brama była już zamknięta na cztery spusty. W ogóle okolica nie zachęca do eksploracji, dało się wyczuć atmosferę ogromnego nieładu, a z większością ludzi nie dało się w ogóle dogadać. Jedzenie na wózkach nie zachęcało nas na tyle, by skosztować - nawet w sklepikach wszystko się już kończyło, więc gdybyście słyszeli, że to fantastyczne miejsce na obcowanie z kuchnią Yogyakarty - my tego nie możemy potwierdzić.
Zamiast szukać jedzenia w starych marketach, zajrzyjcie do warungów spotykanych po drodze - często można znaleźć prawdziwe perełki. Podczas wyjazdu na wulkan Merapi, trafiliśmy do restauracji prowadzonej przez dwie miłe panie, gdzie zamówiliśmy zupę Soto Ayam i herbatę, a wszystko było podane na typowej niebieskiej ceracie od producenta wody "Le Minerale" - znajdziecie go w wielu restauracjach w kraju. To niezwykle autentyczne miejsce - polecamy!

Kuchnia obca po indonezyjsku
Warto jeszcze zwrócić uwagę na to, jak Indonezja przerabia obce kuchnie pod halal i lokalne podniebienie. Niech przykładem będzie japońska sieć restauracji Yoshinoya - w Japonii to klasyczny fast food, a w Indonezji prawie aspiracyjne doświadczenie. Zamówiliśmy miskę ryżu z cienko pokrojoną wołowiną - czyli klasyczny Gyudon, który jest tu podawany bez mirinu i sake, bo są z alkoholem. Lokalne menu zawiera warianty, których w Japonii nie znajdziecie, bo wszystko co łagodne, zostanie dostosowane do indonezyjskiego podniebienia, które kocha słodycz i pikantność.

Indonezja jest najludniejszym krajem muzułmańskim świata i - jak już pokazaliśmy - prawie wszystko jest tu halal, ale nie tylko jedzenie: także kosmetyki, leki i inne produkty dostępne na sklepowych półkach. Bekonu praktycznie nie uświadczycie - sprawdziliśmy to w fast foodach i na przykład Burger King podaje dziwną podmiankę, którą uznaliśmy wręcz za paskudną namiastkę. Wyjątkiem będą chińsko-indonezyjskie restauracje serwujące wieprzowinę, ale te będą już z daleka oznaczone.

Jadąc do Indonezji warto się zorientować w podstawach kuchni, dlatego przygotowaliśmy dla was ten krótki poradnik. Na miejscu znajdziecie cztery sposoby przygotowania potraw:
- goreng (smażone),
- bakar (grillowane nad ogniem),
- rebus (gotowane)
- kuah (z bulionem).
Podstawowe bazy dań to najczęściej:
- nasi (ryż),
- mie lub bakmi (makaron),
- roti (chleb).
Najpopularniejsze wkładki mięsne:
- ayam (kurczak),
- sapi (wołowina),
- ikan (ryba),
- udang (krewetki),
- tahu (tofu).
Dodatki, których nie unikniecie:
- sambal (pasta z chili w kilkunastu odmianach),
- kecap manis (słodki sos sojowy),
- krupuk (krakersy krewetkowe),
- sate (szaszłyk z sosem orzechowym),
- lalap (surowe warzywa).
Napoje dzielą się na:
- teh (herbata),
- kopi (kawa),
- susu (mleko),
- es (z lodem lub zimne),
- jeruk (pomarańcza lub ogólnie cytrusy),
- wedang (gorący napój ziołowy),
- jamu (tradycyjna medycyna ziołowa).
Gdzie można zjeść i słowa ratujące życie:
- warung to mała, rodzinna jadłodajnia,
- spesial nusantara to "specjały indonezyjskie",
- tidak pedas to słowo-tarcza dla wrażliwych podniebień: "nieostre".

Ceny w menu podawane są w tysiącach rupii, a według przelicznika 1000 to zaledwie 25 groszy. Typowe danie za 25 000 rupii indonezyjskich kosztuje więc ok. 5 zł, a cały obiad z napojami dla dwóch osób może zamknąć się w 20 zł.
W większych restauracjach do rachunku dolicza się lokalny podatek, najczęściej 10% - ceny w menu zwykle go nie zawierają, ale możecie też spotkać takie restauracje, które naliczają podatek i serwis - w sumie nawet 20%. Warungi i street food są zwolnione z dodatkowego opodatkowania.
Zaskakująco bezpieczny jest tu street food, choć trzeba oczywiście kierować się zdrowym rozsądkiem i jadać tam, gdzie jest dużo ludzi. Jednak lepiej zrezygnujcie z surowych sałatek, a jeśli już chcecie spróbować, róbcie to w renomowanych restauracjach, gdzie warzywa na pewno są myte w filtrowanej wodzie.
Wodę pijcie tylko butelkowaną, najlepiej kupowaną w sklepach, gdzie korki są często zafoliowane.

Zamawianie i płacenie
Jak wygląda zamawianie w indonezyjskiej restauracji? Wszystko zaczyna się klasycznie - dostajecie menu, składacie zamówienie u kelnera, który na koniec skrupulatnie je powtarza, aby uniknąć pomyłek.
Potem na stole ląduje karteczka z listą dań, a kelner wykreśla z niej kolejne pozycje w miarę przynoszenia posiłków. Jednak kolejność wydawania, bywa tu absolutnie losowa - nie zdziwcie się więc, jeśli lody dostaniecie przed pikantnym Nasi Goreng!
A co po posiłku? Rachunku nie płaci się przy stole - idziecie do osobnej kasy, usytuowanej przy wyjściu lub głównej ladzie i tam reguluje się płatności.





