Ten niewielki archipelag znajduje się na południu prowincji Krabi i składa się z dwóch wysp - większej - Ko Lanta Yai, gdzie odbywa się większość ruchu turystycznego, oraz mniejszej Ko Lanta Noi, gdzie zapewne traficie korzystając z promu w Khlong Mak.

Ko Lanta jest idealna dla ludzi szukających spokojniejszej alternatywy dla Phuket, Krabi czy wysp Phi Phi. Niespieszne życie, niemal puste drogi, piękna zieleń i niesamowite punkty widokowe w prawie każdej restauracji, gdzieś po drodze.
W tym filmie powiemy wam wszystko co wiemy o tej turystycznej wyspie - jak dotrzeć i wyjechać, gdzie się zatrzymać i jak podróżować po Ko Lancie.

Gdzie jest wyspa i jak na nią dotrzeć
Główną bazą turystyczną archipelagu jest ta większa wyspa, o nieco podłużnym kształcie. Od zachodu pełna jest długich i piaszczystych plaż, a od wschodu - klifów i gęstej dżungli. Na wyspie znajdują się dość dobrze utrzymane drogi, musicie jednak wiedzieć już na początku, że Ko Lanta to nie jest wyspa łatwa do podróżowania.
Nie obejdziecie jej skuterem w jeden dzień, jak Ko Samui, bowiem na jej dole wyrastają skały wpadające prosto do wody, zatem obie drogi biegnące po zachodniej i wschodniej części nie łączą się zapewniając prostej do pokonania pętli. Dlatego trzeba ją zwiedzać etapami - o szlakach oraz o tym, co można na nich znaleźć - piszemy w dalszej części tekstu.
https://wikingiwilkolak.pl/na-urlopie/najfajniejsze-miejsca-i-atrakcje-ko-samui
Do Ko Lanta można dotrzeć kilkoma drogami, ale jeśli do Krabi przybędziecie drogą lotniczą, to najwygodniej będzie dotrzeć na wyspę transferem drogowym bezpośrednio z lotniska. O najszybsze połączenia pytajcie w holu lotniska - możecie zamówić minibusy lub taksówkę do podziału z innymi pasażerami - im więcej osób jedzie, tym niższy koszt na głowę.
Można też udać się do przystani promowej w Krabi i dotrzeć na wyspę promem - choć ta kombinacja, wcale nie skraca drogi podróży, bo dojazd do przystani też zajmuje trochę czasu.
Całkowity czas podróży z lotniska na wyspę zajmuje zwykle dwie godziny w zależności od połączenia. Z dalej położonych miejsc i wysp można dotrzeć bezpośrednio promem - np. z Ao Nang podróż trwa około trzy godziny. Z Phuket również da się dotrzeć promem, ale tu trzeba się liczyć z dłuższą przeprawą, trwającą nawet do 4 godzin.
- Lotnisko Krabi - bus jedzie ok. 2 godziny.
- Krabi (Klong Jilad Pier) - prom płynie 2 godziny.
- Krabi Bus Terminal (północ miasta) - 2,5-3 godziny.
- Ao Nang (Nopparat Thara Pier) - prom płynie 2,5-3 godziny. Speedboat - 80 minut.
- Phuket (Rassada Pier) - prom płynie 3-4 godziny. Speedboat - 90-100 minut.
Przy planowaniu podróży najlepiej wcześniej sprawdzić rozkłady i dostępność biletów, bo w sezonie letnim rejsy wyprzedają się bardzo szybko. Rozkład można sprawdzić na 12Go Asia.
Wychodząc z portu, trzeba zapłacić opłatę "wejściową na wyspę" w wysokości 10 THB (ok. 1,15 zł)

Wynajem skutera
Wyspa jest długa, ma w większości dobre drogi, dlatego przyjemnie się ją zwiedza skuterem. Pojazd można wynająć w hotelu - jest to opcja najwygodniejsza, bo nie trzeba załatwiać dodatkowej papierkowej roboty, nie ma też kaucji w gotówce. Ceny są nieco wyższe niż na ulicy - zazwyczaj 30-39 zł za dobę (250-350 THB).
Opcja “u pośrednika na ulicy” jest bardziej ekonomiczna, ale wiąże się z dodatkowym ryzykiem - trzeba pamiętać, aby zrobić zdjęcia stanu skutera przed wyjazdem. Ceny będą niższe - od 22 do 30 zł za dobę (200-250 THB), ale przy dłuższym terminie można wynegocjować lepsze warunki.
Gdzie szukać wypożyczalni? Spacerując ulicą kierujcie się do sklepów, przy których stoi duża ilość skuterów. na 99% będzie to właśnie wypożyczalnia.
Gdzie pojechać i co zobaczyć na Ko Lanta
Ko Lanta to wyspa o wielu obliczach, która potrafi zachwycić widokami, ale też mocno rozczarować infrastrukturą.
Planując zwiedzanie, warto przygotować się na duże kontrasty - od dzikich, choć zaniedbanych plaż na południu, przez urokliwe stare miasto na wschodzie, aż po zurbanizowaną północ.
Nasza kilkudniowa przygoda pokazała nam, że nie zawsze to, co pięknie wygląda na mapie, okazuje się rajem w rzeczywistości.
Ponieważ wyspy nie da się objechać dookoła, bo układ dróg przypomina literę A - postanowiliśmy podzielić zwiedzanie na trzy trasy, z obiadem gdzieś po drodze.

Dzień 1: Plaże południa i „małpie gangi”
Pierwszego dnia skierowaliśmy się na południowy zachód, chcąc zobaczyć słynne piaszczyste plaże, takie jak Bakantiang i Bamboo. Choć z oddali prezentowały się okazale, czar prysł przy bliższym poznaniu - były zaśmiecone i zaniedbane.

Dodatkowym utrapieniem okazały się miejscowe makaki, które z dużą determinacją wyrywają turystom torby z dobytkiem.
Jeszcze dalej na południe znajduje się Park Narodowy z latarnią morską i punktami widokowymi. Wstęp do niego jest płatny osobno za ludzi i skuter, jednak przez ogólne zniechęcenie stanem plaż, postanowiliśmy wcześniej wybrać się na obiad.
Dzień uratowała wizyta w restauracji Sam Pi Hong - to była zdecydowanie najlepsza część wycieczki, oferująca nie tylko pyszne jedzenie, ale i spektakularne widoki.

Dzień 2: Old Town i wschodnie wybrzeże
Drugiego dnia zmieniliśmy kierunek na wschodni, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Odwiedziliśmy Old Town, które zaskoczyło nas pozytywnie atmosferą i niskimi cenami.

To miejsce pełne urokliwych, drewnianych domków na palach, chińskich świątyń, z pomnikiem homara. Wielkim atutem były klimatyzowane lokale, w których wreszcie mogliśmy w komforcie odpocząć przy kawie.
Na obiad z widokiem wybraliśmy restaurację Viewpoint, którą z czystym sumieniem możemy polecić każdemu odwiedzającemu tę część wyspy. Można stąd podziwiać wschodnie skaliste wybrzeże, nadające wyspie wyjątkowego charakteru.

Dzień 3: Zurbanizowana północ i off-road do plaż
Trzeciego dnia pojechaliśmy zwiedzać północ wyspy - ostatecznie podobała nam się najmniej. To tutaj znajdują się większe miejscowości, sklepy i markety.
Odwiedziliśmy też kilka długich plaż, z których najlepiej wspominamy Long Beach. Tam też zjedliśmy smaczny posiłek w restauracji bezpośrednio przy brzegu.

Niestety, dojazd do plaż w tej części wyspy to logistyczny koszmar - drogi są gruntowe, dziurawe i prowadzą przez środek zaniedbanych osiedli turystycznych domków krytych eternitem. Nie jest to widok, jakiego oczekuje się na egzotycznych wakacjach.

Wyspa dla poszukiwaczy dziewiczych tropików
Ko Lanta nie jest wyspą z dopracowaną infrastrukturą. Słaba urbanizacja sprawia, że po każdym większym deszczu ulice błyskawicznie zamieniają się w głębokie rozlewiska, możliwe do bezpiecznego pokonania jedynie skuterem.
W ogólnym rozrachunku wyspa wypadła w naszych oczach znacznie słabiej niż Koh Yao Yai czy Ko Samui. Jeśli nie szukacie „ekstremalnej dziczy” - Ko Lanta może okazać się dla was wyzwaniem.
Gdzie spać - SriLanta Resort and Spa
Podczas pobytu zatrzymaliśmy się w hotelu SriLanta Resort and Spa, położonym przy drodze Horizon. To bardzo ciekawie zaprojektowany kompleks z nowoczesną zabudową, składający się zarówno z domków, jak i budynków wielorodzinnych.
Większość pokoi wyposażona jest w jacuzzi na tarasie - to genialne rozwiązanie, które pozwala na idealny relaks wieczorem, po całym dniu zwiedzania wyspy. Zdecydowanie polecamy!

Mimo że część mieszkalna znajduje się nieco dalej od brzegu, przejście na plażę jest bardzo wygodne i bezpieczne dzięki specjalnemu tunelowi pod drogą. Na terenie samego kompleksu do dyspozycji gości są dwa baseny, restauracja, bar oraz odcinek plaży, co sprawia, że na miejscu znajduje się właściwie wszystko, czego potrzeba do wypoczynku.

Co nam się podobało, a co nie
Infrastruktura turystyczna na Ko Lanta pozostawia wiele do życzenia. W spokojniejszych częściach wyspy wybór lokali gastronomicznych jest mocno ograniczony - często jedyną opcją są drogie restauracje przy resortach.
Z kolei mniejsze, lokalne knajpki z dobrymi opiniami zazwyczaj położone są przy głównych drogach. Bez skutera dotarcie do nich może oznaczać nawet kilkudziesięciominutowy spacer.
Tutaj jedna z lepszych restauracji w naszej okolicy - Pad Thai Klong Nin - niestety jeść trzeba przy drodze:

Problematyczne są również zakupy. Sieć mniejszych marketów jest słabo rozwinięta, a popularne sklepy 7-Eleven bywają wiecznie zatłoczone i oblegane przez turystów, co sprawia, że codzienne zakupy stają się uciążliwe.
Choć stan głównych dróg jest poprawny, sytuacja pogarsza się wraz z oddalaniem od większych skupisk. Po ulewnych deszczach niemal natychmiast tworzą się ogromne, ciągnące się kilka metrów kałuże. W naszym odczuciu Ko Lanta wypada znacznie słabiej niż pobliska Koh Yao Yai, nie wspominając już o Ko Samui, z którą trudno ją w ogóle porównywać. To wyspa wyłącznie dla osób szukających absolutnej dziczy i samotni, z dala od miejskich udogodnień i masowej turystyki.

Jak wygląda powrót z Ko Lanty na lotnisko
Powrót z wyspy na lotnisko najlepiej zorganizować z jednodniowym wyprzedzeniem. Wystarczy udać się do dowolnego biura podróży na ulicy lub punktu sprzedaży biletów i zapytać o transfer na lotnisko.
Logistyka wygląda następująco: o umówionej godzinie pod wasz hotel podjeżdża minibus, który zbiera pasażerów z całej wyspy, a następnie kieruje się do przystani, gdzie wjeżdża na prom samochodowy łączący Ko Lantę z lądem. Przeprawa jest krótka i zazwyczaj nie wymaga wysiadania z auta. Dalej jedziemy już bezpośrednio na lotnisko Krabi.

Cała podróż trwa zazwyczaj od 2 do 2,5 godziny. Cena za przejazd minibusem jest bardzo przystępna i wynosi zazwyczaj ok. 50 zł od osoby.
Kiedy jechać na Ko Lantę
Najlepszy sezon na Ko Lanta to pora sucha, mniej więcej od listopada do kwietnia - wtedy warunki do pływania, nurkowania i rejsów są najlepsze.
Sezon monsunowy przypada w regionie Morza Andamańskiego zwykle od maja do października - w tym czasie występują częstsze opady, a oferta transportu wodnego jest mocno ograniczona.
Jeśli zależy wam na ciszy i niższych cenach, koniec pory deszczowej lub początek sezonu suchego mogą być dobrym kompromisem, ale często, zwłaszcza ostatnio, w listopadzie zdarzają się jeszcze ulewne deszcze.
