To nie pierwszy raz, kiedy jesteśmy na Szrenicy, ale pierwszy raz, kiedy zdecydowaliśmy się wejść na szczyt w zimie. Jakimi szlakami tam dotarliśmy i co można zobaczyć po drodze?
Do Szklarskiej Poręby Górnej przyjechaliśmy z Wrocławia o 9:23. Po dodatkowym zaopatrzeniu w prowiant wybraliśmy się czarnym szlakiem do Rozdroża pod Kamieńczykiem.

Obowiązkowym punktem wycieczki było zejście do wodospadu Kamieńczyka. Poświęciliśmy tam chwilę na sesję zdjęciową.

Najwyższy wodospad w polskich Sudetach został udostępniony zwiedzającym pod koniec XIX wieku, od tamtej pory budzi zachwyt wśród turystów. Nad wodospadem znajduje się schronisko, w którym zaopatrzymy się w ciepłe napoje. Wstęp do wodospadu jest płatny.

Szlak prowadzący na Szrenicę to szeroka ścieżka, wybrukowana niemal na całej długości, ale w zimie pokryta grubym śniegiem. W naszym przypadku szlak był już ubity i zakładanie raczków nie było konieczne.

Mniej więcej w połowie drogi między Kamieńczykiem a Halą Szrenicką odpoczęliśmy w specjalnie zaaranżowanym punkcie odpoczynku dla turystów.

Na tarasie widokowym schroniska wypiliśmy herbatę i zrobiliśmy kilka zdjęć panoramy Białej Doliny.

Za Halą Szrenicką można było zaobserwować nietypowe zjawisko zwane white-out, często występujące gdy światło słoneczne jest rozpraszane przez mgłę lub padający śnieg. Wówczas za dnia robi się półmrok i nie widać nawet bliższego otoczenia.

Po krótkim marszu pod górę znaleźliśmy się na szczycie Szrenicy (1362 m n.p.m.). - na której poza nami nie było prawie nikogo. Widoczność skutecznie przesłoniła śnieżna kurtyna, ale byliśmy pod wrażeniem półmroku.

Plany dotyczące zejścia musieliśmy zrewidować - niektóre szlaki był zamknięte, a pogoda nie zachęcała.

Z pośredniej stacji wyciągu zostało nam do dworca kolejowego tylko 4,5 km. Ruszyliśmy bez pośpiechu w stronę centrum miasta, a następnie pociągiem PolRegio do Wrocławia.







