
W Piechowicach byliśmy o godzinie 12:00, a najważniejsza atrakcja dnia - zamek Chojnik - była otwarta do godziny 17:00. Zostawiając sobie pięć godzin na przejście całej trasy, bez pośpiechu ruszyliśmy w drogę.
Trasę zaplanowaliśmy w aplikacji mapa-turystyczna.pl. Wystarczy zaznaczyć początek i koniec trasy oraz ustalić punkty przejścia. Mapa sama połączy kropki i obliczy wszystkie parametry. Trasę można wydrukować lub przeglądać w aplikacji mobilnej w czasie rzeczywistym.

Po godzinnym spacerze weszliśmy do miejscowości Michałowice, które odwiedziliśmy już wcześniej - w zimie podczas wyprawy na Śmielec. Wówczas miejscowość była skąpana w śniegu.
Tym razem przyszliśmy z innej strony i mogliśmy poświęcić więcej uwagi zabytkowej zabudowie. Są to budynki powstałe na przełomie XIX i XX wieku, w większości w stylu sudeckim.

Za Michałowicami weszliśmy na leśny zielony szlak, którym obeszliśmy najwyższy szczyt podczas tej wycieczki - Grzybowiec.

Na rozdrożu pod Grzybowcem zeszliśmy niżej i zaczęliśmy kierować się w stronę góry Chojnik, ale najpierw musieliśmy zejść do Jagniątkowa i przejść potok Wrzosówkę.

Kierując się na wschód do Zachełmia, na chwilę weszliśmy na niebieski szlak. W tym miejscu znajduje się gratka dla miłośników jednośladów - pasmo rowerowe Olbrzymy - łącznie ponad 70 km tras rowerowych o różnej trudności.
Druga atrakcja, to Szlak Siedmiu Wzgórz - krótka, niewymagająca trasa prowadząca przez siedem szczytów otaczających Zachełmie.

W dalszą drogę udaliśmy się zielonym szlakiem pod Żelazny Mostek. Z tego miejsca, aż do Przełęczy Żarskiej prowadzą aż trzy szlaki. Droga jest ubita, położona wśród drzew i prowadzi 400 metrów pod górę.



Przełęcz Żarska to miejsce niezwykle widokowe przypominające klimatem lokacje z filmowych baśni. Rozpoczynają się tutaj szlaki żółty i czarny prowadzące do bramy zamku.

Zamek miał się dobrze do 1675 roku, kiedy trafił w niego piorun, a pożar zniszczył całą drewnianą zabudowę. Od tamtego czasu popadał w ruinę, której już nigdy nie odbudowano.
Drugie życie nadano zamkowi w XIX wieku, kiedy stał się atrakcją dla kuracjuszy z pobliskich Cieplic. Wówczas wybrukowano drogę oraz dobudowano niezbędną infrastrukturę, w tym karczmę.

Obecnie za opłatą można zwiedzić, bastion, kazamaty, dziedziniec oraz międzymurze, którym możemy obejść zamek dookoła.

Z zamkiem związana jest legenda o księżniczce Kunegundzie, która poddawała pretendentów do ręki ciężkiej próbie. Polegała ona na objechaniu na koniu położonych na stromych zboczach murów zamku. Niejeden śmiałek próbował i spadł w przepaść.
Pewnego dnia przyjechał rycerz, który spodobał się księżniczce do tego stopnia, że chciała ona zrezygnować z próby, ale odważny śmiałek i tak ruszył na objazd murów. Rycerz przeszedł próbę, a księżniczka wyszła mu na powitanie. Ten jednak odrzekł, iż nie chce wiązać się z tak okrutną kobietą, przez którą zginęło wielu ludzi. Zdruzgotana Kunegunda rzuciła się z zamkowych murów prosto w przepaść, na którą skazała wielu śmiałków.

Po zwiedzeniu zamku wyruszyliśmy w drogę do Jeleniej Góry. Czarnym szlakiem zeszliśmy do centrum Sobieszowa. Na dworcu kolejowym byliśmy około 18:00. Zostało trochę czasu na odpoczynek w oczekiwaniu na pociąg do Wrocławia.
