Placówka składa się z dwóch części umieszczonych w charakterystycznych dla afrykańskiej architektury domkach, a obok znajduje się małe jeziorko z ponad setką krokodyli.

W muzeum Kachikally wystawiono prawie tysiąc eksponatów związanych z kulturą i tradycjami miejscowej ludności. Można w nich zobaczyć eksponaty należące do plemion związanych z tym regionem, głównie Mandinka i Dźola.
W zasobach muzeum zobaczymy oryginalne narodowe stroje, które do dziś używa się podczas uroczystych ceremonii. Dwa z nich związane są z plemieniem Mandika, to największa grupa etniczna Gambii.

Dużą część ekspozycji muzeum stanowią ludowe instrumenty, charakterystyczne dla tej części Afryki. Zobaczymy tu instrumenty strunowe jak i membranowe.
Do najpopularniejszych należy Kora, zwana też afrykańską harfą. To instrument podobny do gitary, ale na tym podobieństwo się kończy. Zbudowany na bazie rozciętej w połowie tykwy pokrytej krowią skórą, z mostkiem i strunami.

Inne instrumenty wystawione w muzeum:
- Balafon to instrument podobny do ksylofonu, w którym owoce tykwy służą jako pudła rezonansowe
- Dżembe to rodzaj bębna w kształcie kielicha
- Fiddle - jednostrunowy drewniany instrument pokryty skórą jaszczurki
- Gambereh i Molo to różne wersje małego strunowego instrumentu
- Bukarabu - jest instrumentem złożonym z kilku bębnów pokrytymi skórą wołów

Święta sadzawka z krokodylami
Druga część muzeum to ogród, na terenie którego znajduje się sadzawka z krokodylami. Jednak nie o zwierzęta tu chodzi, a o świętą sadzawkę, która jest miejscem pielgrzymek miejscowej ludności. Uważa się, że kąpiel wpływa leczniczo na bezpłodność.

Legenda Kachikally
Legenda podaje, że ponad 500 lat temu, do drzwi przodków Bojangów, zapukała starsza kobieta o imieniu Kachikally. Poprosiła o pomoc w ratowaniu topiącej się córki. Nieświadomi, że są poddawani próbie przez ducha, pomogli i w nagrodę otrzymali na własność staw z cudowną wodą. Mieli o niego dbać zasiedlając życiem - dlatego sprowadzili tam pierwszą parę krokodyli.
Miejsce jest tłumnie odwiedzane przez turystów, którzy przyjeżdżają głównie dla selfie z zastygłymi w bezruchy gadami. Część kulturowa kompletnie im umyka. Dzieje się tak również za sprawą samych przewodników, którzy często w programie zwiedzania pomijają obecność muzeum, a nastawiają się na dostarczenie niezapomnianych wrażeń z wizyty w basenie pełnym bestii.






